Już na początku tego roku pożegnaliśmy „weterana” jednego z założycieli Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Zakładów Mechanicznych Ursus, który 4 września 1980r rozrósł się do NSZZ region Mazowsze i później poprzez połączenie wielu regionów stał się ogólnopolskim NSZZ „SOLIDARNOŚĆ”.
Coraz mniej ludzi może o tym opowiedzieć, niewielu może się pochwalić, że brali w tym udział. Lech Kazimierz Lewandowski zachował się wtedy jak trzeba, zrezygnował z pracy w swoim zawodzie inżyniera- konstruktora i podjął się działalności związkowej jako dziennikarz w zakładowej gazecie Głos Ursusa. Całe jego dalsze życie zostało wtedy zdeterminowane jak niestety wielu, którzy uznali, że nie można się tylko przyglądać i kibicować i zdecydowali się działać. Ostatnio ciężko chorował. Nie zabiegał o zaszczyty i wyróżnienia. Do ostatnich dni wierzył, ze Jego i nasze poświęcenie i praca nie poszły na marne i Polska uzyska należne jej miejsce w Europie.

Wspomnienie
W wieku prawie 80 lat zmarł Lech Lewandowski. W “Ursusie” należał do starej gwardii działaczy Solidarności. Już na początku września 1980 roku był wśród zbuntowanych i gniewnych. Do “Ursusa” przyjechał z Poznania, gdzie na tamtejszej Politechnice ukończył wydział mechaniczno-technologiczny. W ZM “Ursus” pracował w dziale głównego technologa, gdy wybuchła Solidarność odkrył w sobie pasję dziennikarza. Został rzecznikiem prasowym Komisji Fabrycznej Solidarności. Było rzeczą naturalną, że nasze drogi muszą się spotkać. Pracowałem wtedy w “Głosie Ursusa”, a on – jako rzecznik prasowy – bardzo szybko nawiązał z nami kontakty. Rozpoczęliśmy od walki o kolumnę Solidarności w “Głosie Ursusa”. Nie było to łatwe, bo pismo cenzurowano. Każdy numer gazety trafiał na ul. Mysią, gdzie wydawano albo nie wydawano zgodę na jej druk. Po ciężkich walkach, mając za sobą załogę fabryki, ruszyliśmy z drukiem. Kolumnę Solidarności redagował Lech z Markiem Tacikiem do stanu wojennego Na początku 1982 roku wyrzucona nas z pracy. Spotykaliśmy się wtedy w gmachu sądu przy ul. Świerczewskiego, gdzie właśnie toczył się proces działaczy ursuskiej Solidarności oskarżonych o zorganizowanie strajku z 14 na 15 grudni 1981 roku. Po delegalizacji Solidarności w październiku 1982 roku – i wielkiej manifestacji w ZM “Ursus” w obronie związku – razem ukrywaliśmy się. Jeszcze miesiąc temu wiele czasu spędziliśmy na gadaniu o bieżącej sytuacji w kraju. Był już ciężko chory, ale wierzyliśmy że pokona chorobę, a nie choroba jego.
Jerzy Domżalski