Trudno pisać o Stasiu Piecyku. Jeszcze trudniej napisać krótko.
Stanisław to człowiek wieloformatowy. Wiele talentów posiadał do innych przyznawał się sam.
Był duszą towarzystwa, pełen energii, podejmował się też działań niekonwencjonalnych np.: w akcji przypominania, że na ulicach Warszawy naszych rodaków w czasie IIWŚ zabijali NIEMCY a nie wymieniani na tablicach pamięci jacyś HITLEROWCY.
Z pewnością zdawał sobie sprawę, że raczej nie znajdzie się biograf spisujący jego różnorodne aktywności wobec tego robił to własnoręcznie wydając 7 książek.
Można podziwiać jego zacięcie kronikarskie. Zarzuty, że w dużej części pisał o własnych dokonaniach nie dają się obronić wobec faktu iż opisuje zdarzenia i sytuacje w których brał czynny udział.
Ostatnio całkowicie poświęcił się realizacji własnych marzeń pisząc felietony.
Tak pożegnał się z Czytelnikami gazety SAMORZĄDNOŚĆ
„To był cudowny okres w moim życiu, bo realizowałem swoje młodzieńcze marzenia
by być publicystą i literatem. Kiedy pracowałem jako menedżer, to nie miałem czasu na te
przyjemności. Oba marzenia zrealizowałem na emeryturze. Właśnie wychodzi moja siódma
i zarazem ostatnia (jak ostatni dzień tygodnia) książka pod tytułem „Zabawa na 102”,
a niniejsze pożegnanie wraz z moim felietonem BRUKSELA NIE ODPUŚCI ukazuje
się w jubileuszowym 100. wydaniu gazety SAMORZĄDNOŚĆ. Tego naprawdę nie plano-
wałem. Ten scenariusz napisał ten co jest nad nami.”
Pogrzeb zgromadził ludzi z różnych środowisk w których zaistniał a koledzy z Solidarności przysłali poczet ze sztandarem Komisji Zakładowej ZM Ursus. Żegnaj Stanisławie.
